JozefFazan.pl

Jak przeprowadzić udaną konsultację? cz.2

Jak przeprowadzić udaną konsultację? cz.2
17 października 2018 Józef Fazan

Dobra, żeby nie było już tak dramatycznie to przejdę do tego, co trenerzy lubią najbardziej. Jeśli mniej więcej wybadałeś potrzeby swojego podopiecznego, to czas przekuć jego życzenia w konkretne plany. Nie ukrywajmy, że cele klientów często związane są ze zmianą sylwetki. Oczywiście, może stać za tym coś więcej – od płytkich motywacji w stylu forma na plażę, po głębsze jak chęć zwiększenia swojej wiarygodności w pracy (popularne wśród lekarzy), czy po prostu dbanie o zdrowie.

Jeśli uda Ci się sprawić, że Twój przyszyły klient wyjawi Ci swoją prawdziwą motywację już na pierwszej konsultacji, to koniecznie ją zapamiętaj! Tak naprawdę to przez jej pryzmat będziesz mógł ocenić skuteczność Waszych treningów. O metodzie SMART zapewne już słyszałeś – w dużym skrócie, cel powinien być: określony, mierzalny, osiągalny, istotny oraz należy wyznaczyć mu termin. Nie przechodź jednak do określania celów zanim nie przeprowadzisz odpowiednich pomiarów i testów.

Jeśli chodzi o ocenę sylwetki możesz zrobić to już podczas konsultacji – osobiście używam do tego TANITY. Wielu trenerów zapewne mnie teraz ukamieniuje, bo przecież to urządzenie nie jest w ogóle miarodajne. Owszem, nie jest to alfa i omega, ale nie zdarzyło mi się jeszcze, by pokazywało wynik odwrotnie proporcjonalny do postępów klienta – gdy widziałem, że wygląda on coraz lepiej, wyniki napawały optymizmem, gdy klient mówił mi że odpuścił dietę, waga boleśnie to punktowała. Takie pomiary wykonuję co najmniej raz w miesiącu, u niektórych raz na dwa tygodnie.

Dużo lepszym rozwiązaniem jest oczywiście pomiar centymetrem i zapisywanie wyników w tabelce, ale uwierzcie mi że ludzie są z natury leniwi i wolą ograniczać się do tego, co Ty możesz im zaoferować podczas godzinnego spotkania. Możesz sam chodzić z centymetrem i mierzyć swoich ludzi, ale czy nie lepiej poświęcić ten czas np. na pracę nad mobilnością? Pewnie wyróżnisz się tym na tle innych trenerów, ale nie sądzisz że otyła osoba, którą będziesz mierzył w fitness clubie będzie się czuła niezręcznie?

Pod żadnym pozorem nie wyznaczaj też celów ZA klienta, nie mając poparcia w postaci np. pomiaru. Dlatego cele wyznaczamy po ich dokonaniu, a nie przed. Jeśli klient sam nam powie, że chce schudnąć 5 kg, a na pomiarze wyjdzie że przydałoby się 15, to delikatnie mu to zasugeruj, ale nie wyskakuj na dzień dobry z tekstem: „Pewnie chciałbyś zrzucić parę dyszek?”. Nawet jeśli Twojemu rozmówcy ewidentnie dobrze by to zrobiło, to potrzeba ta musi wyjść od niego albo podczas analizy pomiaru.

Ludzie często przeszacowują swoje potrzeby. Jednym wydaje się, że zrzucenie tych pięciu kilo tłuszczu załatwi sprawę, a tym czasem może to być zaledwie krótkoterminowy cel. Inni chcieliby schudnąć ze dwadzieścia, podczas gdy przydałoby im się nabrać raczej masy mięśniowej, bo ich ciało wygląda kiepsko ze względu na jej brak. Twoim zadaniem jako trenera jest uświadomić im tą potrzebę. Dobrym pomysłem jest wymienienie korzyści płynących z jej zaspokojenia, w postaci lepszego samopoczucia, uniknięcia bólu i szeroko rozumianej poprawy jakości życia.

Tak naprawdę to te wyżej wymienione czynniki są prawdziwym celem Waszych treningów. Niektórzy klienci wiedzą to już na początku, inni dochodzą do tego z czasem. To jak będzie wyglądał Twój klient zależy głównie od tego, jak będzie się odżywiał, sypiał i regenerował. W Twojej gestii jest to, czy treningi i spędzanie czasu z Tobą będą kojarzyły mu się z miło i pożytecznie spędzonym czasem. Może nie zostanie on nigdy Mr. Olympia, ani nie przebiegnie Ironmana, ale będzie miał świadomość, że robi coś dla siebie i swojego zdrowia.

Warto jednak jakiś cel sobie wyznaczyć i go zapisać – najlepiej zgodnie z zasadą SMART: „Schudnę 5kg, żeby czuć się lepiej i odciążyć swoje stawy. Na osiągnięcie celu wyznaczam sobie 3 miesiące, bo chcę żeby było to zrobione zdrowo i bez efektu jo – jo” brzmi lepiej niż „Zrobię formę na lato i powyrywam jakieś dupy”. Osobiście wyznaczam swoim podopiecznym dwa cele: krótko i długoterminowy – ten pierwszy weryfikuję zazwyczaj po miesiącu – dwóch, by sprawdzić czy nasza współpraca zmierza w dobrym kierunku.

Oczywiście, cel ten musi być zaakceptowany przez mojego podopiecznego, dlatego zawsze po omówieniu pomiaru i zasugerowaniu tego, co możemy w nim poprawić, pytam co o tym sądzi. Wyznaczając cele i ich termin patrzę realnie w przyszłość i wolę dać nam miesiąc – dwa zapasu na ich osiągnięcie niż obiecywać szybki efekt bez wyrzeczeń. Nie podejmuje się zadań, których osiągnięcie mogłoby się wiązać z uszczerbkiem na zdrowiu mojego klienta w stylu „zrzucę 20 kg w 2 miesiące”.

Gdy cel i jego termin zostanie zaakceptowany przez mojego podopiecznego, przedstawiam mu 3 nieodzowne warunki, które musi spełnić by je osiągnąć. Moim zdaniem są to:

  1. Trening – 3x w tygodniu,
  2. Zdrowe nawyki żywieniowe na co dzień,
  3. Odpowiednia regeneracja.

Z doświadczenia wiem, że u osoby która sumiennie przestrzega tych zasad jestem w stanie osiągnąć, to co ustaliliśmy na pierwszej konsultacji. Możesz się z tą listą nie zgadzać i stworzyć swoją własną. Największe wątpliwości budzi zazwyczaj punkt pierwszy – jedni klienci twierdzą, że 3 x w tygodniu to za dużo, inni że za mało.

Tym pierwszym proponuję zacząć od dwóch spotkań w tygodniu, które najczęściej wraz z zaobserwowaniem pierwszych efektów przeradzają się w trzy. Jeśli w grę wchodzi czynnik ekonomiczny, to oferuję rozpisanie planu i wtedy spotykamy się 1 – 2 x w tygodniu, czasem nawet rzadziej. Tym, którzy chcą się spotykać częściej umożliwiam taką opcję, ale wtedy dodatkową sesję, przynajmniej na początku współpracy poświęcam na stretching, mobility albo jakąś zabawę np. elementy sztuk walki.

Wielu z Was pewnie zaraz mi powie, że sylwetka to nie wszystko i zdecydowanie się z tym zgadzam. Nie jest wskazane jednak mówić klientowi wprost o jego wadach postawy, przykurczach i ograniczonej mobilności przy pierwszym spotkaniu. Oczywiście, nie należy ich ignorować, ale zastanówcie się, czy osoba, która na dzień dobry usłyszy, że ma: platfusa, koślawe kolana, przodopochylenie miednicy i Bóg wie co jeszcze, będzie chciała z Wami ćwiczyć? Myślę, że raczej pomyśli sobie, iż na treningi się nie nadaje i w najlepszym wypadku zamiast na następny trening pójdzie do fizjoterapeuty, o ile całkiem nie zamknie się w sobie.

Fizjoterapeuta to słowo klucz – jeśli nim nie jesteś, to powinieneś z takowym współpracować, bo Twój klient często w pierwszej kolejności powinien się rzeczywiście do niego udać. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie byś po pierwszym Waszym spotkaniu odesłał go do zaufanego specjalisty (o profitach współpracy z innymi ekspertami będę jeszcze pisał) i po konsultacji z nim ustalił nieinwazyjny plan treningowy. Nie dość, że dzięki temu klient upewni się co do Twojego profesjonalizmu, to nie popełnisz błędu w doborze ćwiczeń, który mógłby mieć przykre konsekwencje.

Wracając do wyznaczania celów nie sylwetkowych, wiele z tego wyjdzie podczas konsultacji – gdy usłyszysz o bólach w odcinku lędźwiowym, czy spiętej szyi to będziesz wiedział co robić (a czego nie) na treningu. Reszta aspektów wyjdzie podczas przeprowadzania testów na treningu wprowadzającym. Niektórzy trenerzy siadają jeszcze z podopiecznym po ich przeprowadzeniu, podsumowują wyniki i mówią nad czym pasowałoby popracować.

Osobiście tego nie robię, bo klient zazwyczaj odczuwa, że gdzieś ma braki i ewentualnie napomykam: „będziemy nad tym pracować”. Zamiast tego funduję mu najlepszy jaki potrafię stretching z asystą np. na piłce szwajcarskiej i pytam o feedback. W ten sposób płynnie umawiamy się na kolejny trening i sprzedaż dokonuje się w sposób naturalny.

—————————————————————————————

Chcesz być na bieżąco z poradami dla trenerów?

Zapisz się do newslettera!

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*