JozefFazan.pl

Jestem trenerem – czyli kim?

Jestem trenerem – czyli kim?
12 lutego 2018 Józef Fazan

Witam Was bardzo serdecznie, mija właśnie 5 miesięcy od kiedy ruszyłem z serią #odzeradofreelancera na Youtube. Filmy te mają charakter darmowego kursu online dedykowanego trenerom personalnym, którzy pragną uczynić swoją pasję źródłem wysokich zarobków i osiągnąć wolność finansową. W nagraniach znajdują się również informacje istotne dla osób poszukujących dobrego trenera personalnego oraz bezpłatne produkty do pobrania.

Filmy na temat marketingu w zawodzie trenera na moim kanale osiągnęły ponad 10 tysięcy wyświetleń w krótkim czasie i to bez żadnej wielkiej promocji. Może to nie dużo, ale cieszę się, że udało mi się pomóc wielu trenerom – zarówno z mojego środowiska jak i spoza. Oprócz filmów dużą zasługę miał tu newsletter oraz grupa na facebooku, gdzie łącznie zgromadziłem ponad 250 trenerów z całej Polski.

Jednak mówienie o pięciocyfrowych zarobkach nie wszystkim przypadło do gustu. Pojawiły się komentarze, iż jestem komercyjny i żyję tylko mamoną. Podejrzewam, że osoby piszące je nie zdały sobie sprawy ile pracy, wysiłku, ale również pieniędzy włożyłem w to, żeby dojść do punktu, w którym dziś jestem. Zanim wziąłem jakąkolwiek zapłatę za trening personalny, sam odbyłem ich ponad tysiąc, bezinteresownie pomogłem wielu znajomym i zainwestowałem mnóstwo pieniędzy w swój rozwój.

Podczas gdy moi znajomi imprezowali po zdanej sesji na studiach ja podejmowałem się każdej, nawet najgorszej pracy dorywczej po to, by móc opłacić sobie szkolenia oraz kursy i pewnego dnia zostać trenerem personalnym. Chęć ta wzięła się z pasji, a zarobki przyszły dopiero potem. Z początku nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że najlepsi trenerzy zarabiają tak dobrze! Po prostu chciałem robić to, co kocham.

Nie piszę tego po to, by pokazać jak miałem ciężko – pochodzę z dobrej rodziny. Moi rodzice co prawda przez długi czas nie popierali mojego zamiłowania do treningów i uważali to za „dorywczą pracę dla studenta”. Trudno im się jednak dziwić, gdyż w ich czasach mało kto myślał o byciu trenerem.

Celem tego wpisu jest ukazanie naturalnego procesu – najpierw pojawia się pasja, którą za wszelką cenę chcemy rozwijać. Stajemy się w niej coraz lepsi i pewnego dnia dochodzimy do punktu, gdzie dzięki pasji możemy zacząć pomagać innym. Jeśli robimy to z zamiłowania, prędzej czy później przychodzi moment, w którym możemy pochwalić się efektami naszej pomocy i pojawia się satysfakcja.

Wyżej opisany proces miał miejsce w moim życiu. Choć od małego uprawiałem różne sporty, moja sylwetka nigdy mnie nie zadowalała. Główną tego przyczyną było nieodpowiednie odżywianie. Dalszą historię dobrze znacie, a jeśli nie to możecie posłuchać w tym filmie. Odmieniając swoje życie, zacząłem odmieniać życie innych i w końcu przyszedł moment, w którym stałem się ekspertem ds. przemian sylwetki 🙂

Nie żebym przestał  robić to bezinteresownie, ale w momencie gdy ludzie sami zaczęli wyrażać chęć zapłaty za moje usługi, uświadomiłem sobie, że jest to właściwy moment na to, by połączyć przyjemne z pożytecznym i uczynić pasję źródłem swoich zarobków. Na trzecim roku studiów nie musiałem jeździć już na przeprowadzki do Niemiec, gdyż rozpocząłem pracę w klubie fitness.

O tym, że na tym nie poprzestałem dobrze wiecie i fakt, iż staram się wykonywać swój zawód jak najlepiej predestynuje mnie do tego, by zarabiać coraz więcej – proste. Z jednej strony narodową cechą Polaków jest przedsiębiorczość, z drugiej zawiść. Będąc tego świadomym, przyjąłem na klatę nieprzychylne komentarze i spojrzałem również krytycznie na swoją działalność w social mediach.

Rzeczywiście, popełniłem kilka błędów – zacząłem radzić TRENEROM na Youtube jak mają zarabiać na swojej pasji, nie budując uprzednio autorytetu trenera personalnego na tej platformie. Kilka filmików z czasów przygotowań do debiutów, przepis na burgery i spaghetti oraz trening promujący linię superfoods NOWELOVE to za mało, by wzbudzić zaufanie specjalistów w tej branży.

Co więcej, pod jednym z filmów oberwało mi się, że podczas wyciskania hantli prowadzę łokcie pod niewłaściwym kątem i… robię brzuszki! Za pewne zostałem przez to skreślony w oczach wielu ortodoksów treningu personalnego. Nasza branża rządzi się swoimi prawami i to też trzeba wziąć na klatę. Sztuką jest wyciągnąć wnioski z dotychczasowych działań i prawidłowo je ukierunkować.

Błędnie założyłem, że dobra opinia, którą cieszę się w swoim rejonie oraz content zamieszczany w innych mediach społecznościowych wystarczy, by stać się guru Youtube’a. Tymczasem zrozumiałem, że muszę zrobić krok wstecz i zdywersyfikować swoją działalność, by zrobić dwa kroki do przodu. Zaprzestałem więc zamieszczać marketingowe treści w moich mailach i filmikach i przeniosłem się z kamerą na siłownie.

To zabawne, ale zawsze chciałem to robić. Na początku mojej kariery trenerskiej oraz podczas przygotowań do zawodów nie było jednak tyle czasu, by zabrać się za to porządnie. Potem stwierdziłem, że czuje się wypalony w tej dziedzinie i biorę się za marketing trenera, a to co dzieje się na treningach wolę zachować dla siebie – może akurat to było mi wówczas potrzebne?

W dniu dzisiejszym na moim Youtube’owym kanale znajduje się więcej filmów treningowych niż marketingowych. Nagrywanie ich sprawia mi sporą radość, tak jak pisanie tego tekstu. Dlatego wiem, że na marketing trenera też jest miejsce – właśnie na tym blogu. Zostańcie więc ze mną trenerzy!

Józef Fazan,

Trener Personalny