JozefFazan.pl

Nie tak miało to wyglądać…

Nie tak miało to wyglądać…
18 lipca 2018 Józef Fazan

Wiem, nie odkryłem Ameryki z tym że media społecznościowe tuszują rzeczywistość. Nie mówię też, że sam nigdy tego nie robiłem, bo jak większość ludzi z natury jestem próżny. Ktoś może też stwierdzić, że powodem tego wpisu jest ból dupy, że nie żyję jak gwiazda branży fitness i Instagrama.

Patrząc jednak na moje posty, czy filmiki sprzed 2-3 lat można zauważyć, że próbowałem tej drogi. Nie to, że mi nie wychodziło, bo (pozorne) zainteresowanie moimi profilami i kanałami było wtedy dużo większe niż teraz. Zaprzestanie tego sposobu promowania się w mediach było moją świadomą decyzją.

Zanim ją jednak podjąłem, dużo ludzi pisało do mnie o plany treningowe i diety. Nie brakowało też firm z suplementami i odzieżą gotowych do współpracy. Zainteresowanie malało wprost proporcjonalnie do spadku formy z zawodów (i zmniejszeniem dawek, a ostatecznie odstawieniem sterydów) i frekwencji wstawianych na IG „samojebek” do lustra.

Mimo, że w tamtym czasie byłem trochę zaślepiony pogonią za sylwetką „z okładki”, zauważyłem że coś w tym świecie jest chyba nie tak. Jednego dnia stajesz się bogiem, każdy Cię podziwia i lajkuje, a nazajutrz zostajesz zepchnięty z panteonu przez kolejną gwiazdę, która ma jedną żyłę więcej na bicepsie.

Oczywiście stosuję tu duże uproszczenie, ale chcę żebyście zrozumieli jedną zależność: media społecznościowe mają Was w głębokim poważaniu. Istniejesz dla nich tylko wtedy, gdy błyszczysz i Ci się powodzi. Kiedy Twoja noga się powinie, większość fanów zniknie tak samo szybko jak przyszła.

Utożsamianie zatem poczucia własnej wartości z powodzeniem w tym świecie jest chore, a jednak tak częste w naszym zawodzie. Zauważyliście, że większość zawodników/ zawodniczek dodaje na swój profil przez cały rok głównie zdjęcia pozowane, z okresu startowego, sesji zdjęciowych itd.?

Jeśli pojawia się jakieś aktualne zdjęcie, to zazwyczaj występują w bluzie, ewentualnie w koszulce, a jak już pokażą swoją aktualną formę, to podkreślają że są bardzo „ulani” i informują do kiedy ten stan rzeczy ma jeszcze potrwać.

Co prawda ostatnio nawet w branży fitness nastała moda na pokazywanie siebie takim jakim się jest (łącznie z wszystkimi mankamentami sylwetki) i tłumaczeniem tego, że taki stan rzeczy jest nieunikniony i nie można przecież cały rok być w formie. Nieidealną sylwetkę kompensują jednak zdjęcia w luksusowych kurortach lub/i na tle ekskluzywnych samochodów.

Jaki obraz daje to adeptom szkół trenerskich? Na to pytanie myślę, że każdy z Was zna już odpowiedź. Sam dobrze pamiętam moje brutalne zderzenie z rzeczywistością, gdy wracałem do domu wycieńczony po kilkunastu godzinach dyżuru na siłowni, licznych treningach lub długich zajęciach na uczelni (albo wszystkiego naraz).

Wydawało mi się, że postępuję właściwie, bo przecież osiągam sukces: „jeszcze trochę, a będę jak Ci z Instagrama!”. W końcu oni ciągle mówili o tym, że ciężka praca daje efekty… Najwięcej pozytywnych zmian w moim życiu zaszło, gdy słowo „ciężka” zamieniłem na „mądra”. Zanim to jednak nastąpiło to przez długi czas ślepo goniłem za sukcesem, nieustannie uderzając głową w mur.

Ktoś kiedyś powiedział, że w social mediach w im bardziej kolorowych barwach dana osoba przedstawia swoje życie, tym mniej w rzeczywistości jest szczęśliwa. Nie chcę tu oceniać innych, ale w moim przypadku to się zgadzało. Wyżej opisany okres o mało nie poskutkował rozpadem mojego związku i wyrzuceniem z uczelni. Na pewno nie pomógł też mojemu życiu zawodowemu, gdyż przez sylwetkowy egoizm utraciłem kilku klientów.

To pierwsza rzecz w naszym zawodzie, którą media społecznościowe przedstawiają błędnie. Nigdy nie staniesz się dobrym trenerem, jeśli na pierwszym miejscu będziesz stawiał siebie. Ostatnio zacząłem ćwiczyć z dziewczyną, która powiedziała mi że spośród wielu trenerów wybrała właśnie mnie, dlatego że na swoich profilach oprócz własnych zdjęć mam fotografie z podopiecznymi i ich efektami. Myślę, że to daje do myślenia.

Przeglądając Instagrama można odnieść również wrażenie, że praca trenera jest lekka. Owszem, gdy rozwiniesz już swoją markę i posiadasz bazę klientów staje się ona dużo prostsza. Zanim jednak to nastąpi musisz się wiele napracować. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, ale uważam że nawet będąc trenerem – celebrytą nie jest to takie proste.

Jeśli nie jesteś rzetelny wobec swoich podopiecznych prędzej, czy później ich utracisz – nieważne, czy Twój fanpage na Facebooku ma kilkadziesiąt tysięcy lajków, czy nawet go nie posiadasz. Wiem o tym, bo kiedyś korzystałem z usług jednego z bardziej znanych trenerów i zauważyłem, że wobec swoich klientów stosuje on podejście taśmociągu – jeden za drugim, byle tylko „hajs się zgadzał” (to nie tylko moja opinia).

W prawdzie takiej osobie łatwiej jest pozyskać nowych podopiecznych (właściwie zgłaszają się oni sami), ale czy to na pewno dobre rozwiązanie? Zamiast pakietów sprzedaje się wtedy pojedyncze treningi, a jak już uda się sprzedać pakiet to z takim podejściem nikła szansa, że klient go przedłuży. Brakuje stałych godzin treningów, gdyż często umawiane są one z dnia na dzień i odwoływane w ostatniej chwili.

Nie muszę dodawać, że opinie (zwłaszcza te negatywne) rozchodzą się bardzo szybko i będąc takim trenerem szybko przylgnie do Ciebie należyta łatka. Wkrótce może okazać się, że jedynym powodem, dla którego ludzie chcą z Tobą ćwiczyć jest możliwość pochwalenia się tym faktem, a to raczej motywacja na krótką metę. Pomijając fakt, że Twoim targetem staną się wówczas raczej nastolatkowie niż poważni przedsiębiorcy.

Nie chcę też tutaj generalizować, gdyż są również znani trenerzy, którzy do swojej pracy podchodzą bardzo poważnie. Od powyższego przykładu odróżnia ich brak dysonansu między światem social mediów, a rzeczywistością. Nie mówię, że jest coś złego w chwaleniu się swoimi osiągnięciami, czy nawet dobrami materialnymi. Gorzej jeśli w sieci przedstawiasz siebie jako osobę, którą w prawdziwym życiu nie jesteś.

Na koniec dodam, że celem tego wpisu nie było oczernienie kogokolwiek. Chciałem raczej zaapelować do osób, które chcą zostać trenerami pod wpływem obietnic szybkich pieniędzy i lekkiego życia. Jeśli takie są Wasze oczekiwania to możecie się bardzo mocno przejechać.

Piękne obrazki w Internecie potraktujcie więc lepiej z przymrużeniem oka i odnajdźcie w sobie choć jedną motywację, która pomoże Wam wytrwać w chwilach, gdy od rana do wieczora będziecie siedzieć na siłowni, a po odbyciu konsultacji po raz kolejny usłyszycie: „Zastanowię się”. Zdjęcie czyjegoś sukcesu raczej Was wtedy nie zmotywuje, czyż nie?

Oczywiście, nie twierdzę tutaj, że będzie to constans w Waszej pracy, ale nie znam trenera, który w swojej pracy coś osiągnął, nie stawiwszy przedtem czoła tego typu trudnościom. Wielu zapaleńców miało wtedy przed oczami wszystkie te obrazki z Instagrama i czuli się oszukani. Zatem warto się ocknąć i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest się na to gotowym. Nie każdy przecież musi zostać trenerem i nie ma w tym nic złego 🙂

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*