JozefFazan.pl

Sezonowość w branży fitness

Sezonowość w branży fitness
5 lipca 2018 Józef Fazan

Witam bardzo serdecznie,

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył sezonowości w branży fitness. Wymyśliłem też serię czterech wpisów, do której będzie można zakwalifikować niniejszy: „Problemy, z którymi zmagają się trenerzy”.

Celem moich wpisów będzie nie tylko ich zidentyfikowanie, ale także znalezienie rozwiązań tych sytuacji. Wiem, że wiele z Was za parę dni rozpocznie kurs na trenera, bądź też zastanawia się nad jego zrobieniem.

Pewnie w Waszych głowach jawi się sporo pytań z tym związanych, więc jeśli mielibyście propozycję na kolejne wpisy – dajcie znać w komentarzach. Tymczasem przejdźmy do rzeczy i zastanówmy się, czy sezonowość w branży fitness naprawdę istnieje?

Jestem w trakcie lektury „Biblii Trenera Personalnego” autorstwa Lesława Blachy. Autor książki odpowiada w niej na kilkaset pytań zebranych przez dwa lata od wydania pozycji „Trener Personalny – jak zacząć zarabiać na swojej pasji?” (swoją drogą polecam wszystkim trenerom oba te tytułu).

Jednym z wielu poruszanych kwestii w „Biblii” jest właśnie sezonowy charakter usługi treningu personalnego. Blacha twierdzi, że takie zjawisko istnieje i trudno się z nim nie zgodzić. Pytanie tylko, co Ty trenerze z tym zrobisz?

Nie oznacza to wcale, że w okresie wakacji większość Twoich klientów odpuści treningi i będziesz mniej zarabiał. Sezonowość dotknęła mnie tak naprawdę tylko w pierwszym roku pracy, głównie dlatego że posłuchałem kolegów po fachu, którzy tak bardzo na nią narzekali.

Ci goście nie mieli swojej strony Internetowej, Fanpage’a na Facebooku, ani nawet wizytówek… W dodatku ich styl prowadzenia treningów (na „wyjebce” z telefonem) pozostawiał wiele do życzenia.

Wiesz, to trochę tak jak wtedy, gdy zaczynasz swoją przygodę z treningiem siłowym i łykasz każdy mit na jego temat; „na masie duży ciężar, mało powtórzeń, na redukcji na odwrót”. Dopóki nie przetestujesz tego na sobie, nie przekonasz się, że to ściema i nie ważne już, czy mówi o tym trener – celebryta na swoim kanale na Youtube, czy pan Mieciu z osiedlowej siłowni.

Poszedłszy za radą znawców, spakowałem manatki i początkiem lipca wyjechałem na urlop. Przed wyjazdem, trochę z nudów założyłem swój Fanpage Trenera Personalnego i zacząłem wstawiać pierwsze, dość spontaniczne posty. Dziś na nikim nie zrobiłoby to wrażenia, ale ja w pewnym sensie trafiłem w dobry okres – był to czas, kiedy wysyp trenerów personalnych miał się dopiero zacząć.

W międzyczasie złożyłem papiery na zarządzanie w sporcie i podczas mojego urlopu miano ogłosić listę przyjęć. Chcąc, nie chcąc musiałem więc siedzieć na telefonie w oczekiwaniu na wyniki. Razem z moją narzeczoną robiliśmy sobie zdjęcia w greckim kurorcie i wstawialiśmy na mój Fanpage. Autor „Biblii” mógłby mnie zakwalifikować jako trenera – gwiazdeczkę i bardzo by się nie pomylił 🙂

W krótkim czasie od założenia FP pojawiło się na nim 500 lajków ( z czego większość podczas krótkich wakacji) i ludzie zaczęli kierować do mnie zapytania związane z treningiem i dietą. Wylegując się na plaży w Chalkidiki zacząłem umawiać swoje pierwsze konsultacje i darmowe treningi poprzez Fanpage. Po powrocie miałem zapełniony kalendarz do końca wakacji i to bez żadnej płatnej promocji!!!

Duża część ludzi, która zgłosiła się do mnie w tamtym okresie, ćwiczy ze mną do dziś. Od tamtego czasu NIGDY nie miałem już problemu ze spadkiem ilości wykonywanych treningów podczas wakacji, chociaż koledzy wciąż na to zjawisko narzekali. Nie myślcie sobie jednak, że był to jednorazowy strzał, dzięki któremu nie musiałem się już więcej wysilać.

Trochę nieświadomie zrobiłem coś, czego moim konkurentom się nie chciało, albo nawet na to nie wpadli. Czyż jednak właśnie te spontaniczne, zrodzone z pasji pomysły nie przynoszą zaskakująco pozytywnych efektów? Oczywiście, że tak, ale niemożliwym jest regularne zaliczanie takich „strzałów” – czasem pomysł może po prostu nie wypalić.

Grunt to nie poddawać się w swoich działaniach. Zamiast dołować się tym, że moi klienci wyjeżdżają na urlop, zadać sobie pytanie, co mogę zrobić, żeby po powrocie nie zaniechali treningów, a podczas wakacji zapełnić po nich lukę. Uwierzcie mi, że sposobów jest naprawdę multum i chyba będę musiał wygospodarować na nie kolejny wpis.

Moi podopieczni jeżdżą na urlopy kilka razy do roku, ale sezon wakacyjny niekoniecznie jest dla nich atrakcyjny. Jak wiadomo ceny są wówczas wyższe, ludzi wszędzie pełno, a słońce praży niemiłosiernie. Dzięki temu, że na siłowniach jest wtedy luźniej, mamy dogodne warunki, żeby poćwiczyć nawet częściej niż w ciągu roku.

W dodatku kluby fitness często obniżają ceny karnetów, co zachęca moich klientów do opłacenia kilku miesięcy z góry. Poza tym kto powiedział, że formę robi się tylko na lato?!

W tym utwierdzeniu cały czas ich utrzymuję, z resztą sam wyjeżdżam głównie poza sezonem i często nasze wyjazdy się zgrywają. Jeśli jest inaczej, to taka osoba zawsze dostaje rozpiskę z planem działania.

Niektórzy proszą mnie nawet, bym rozpisał im trening, który mogliby wykonywać w warunkach hotelowych i pytają jak jeść, żeby nie zepsuć swojej formy w trakcie trwania urlopu. Sezon wakacyjny zatem, wcale nie musi oznaczać spadku zainteresowania naszymi usługami 🙂

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*