JozefFazan.pl

Trener w social mediach

Trener w social mediach
16 marca 2018 Józef Fazan

Witam Was bardzo serdecznie.

Wczoraj był nieco zapracowany dzień i brakło czasu na zamieszczenie wpisu na blogu, więc nadrabiam zaległości i robię to dziś. W ostatnim tekście odpowiedziałem na pytanie, co możesz zrobić po godzinach pracy, by usprawnić swój biznes. Zacząłem od organizacyjnych fundamentów i celowo pominąłem temat mediów społecznościowych. Jeśli jednak uporządkowałeś już swój warsztat pracy, to ten wpis może Ci się bardzo przydać.

Promowanie się w mediach społecznościowych rządzi się tym samym prawem co pozyskiwanie klientów – lepiej skupić się na maksymalnie 1-2 kanałach i prowadzić je porządnie niż brać się za wszystkie naraz i zarządzać nimi „po łebkach”. Wiem, że w dzisiejszych czasach jesteśmy zalewani natłokiem informacji na każdym kroku i mogłoby się wydawać, iż żeby osiągnąć sukces powinniśmy być dosłownie wszędzie. Niemniej jednak złe pierwsze wrażenie jest czymś, co bardzo ciężko po sobie zatrzeć. Zwłaszcza w sieci, gdzie wszystko rozchodzi się z prędkością światła.

Dlatego jeśli nie chcesz zrazić do siebie swoich wirtualnych odbiorców na wstępie, dokładnie wszystko zaplanuj. Osoby, które odnoszą sukcesy w mediach społecznościowych są zgodne co do tego, że podstawą w ich działaniach w sieci jest REGULARNOŚĆ. Nie chodzi o to, że codziennie powinieneś wstawiać zdjęcie gołej klaty z motywującym tekstem alias Paulo Coelho siłowni. Systematyczność może polegać na tym, że publikujesz coś raz w tygodniu, za to REGULARNIE.

Najgorsze, co możesz zrobić to przyzwyczaić swoich obserwatorów do pewnego rytmu, a potem go zaniechać. Dlatego z politowaniem patrzę na posty moich kolegów po fachu w stylu: „Dawno mnie tu nie było…”. Oczywiście są sytuacje życiowe, kiedy obecność w mediach społecznościowych schodzi na dalszy plan. Niemniej jednak warto uprzedzić swoją publikę, że tak się stanie. Jeśli cenisz sobie swoją prywatność nie musisz podawać przyczyny Twojej absencji. Nie znikaj jednak bez śladu, bo dla odbiorców możesz przestać istnieć nawet na ZAWSZE.

Wyjściem z tej sytuacji jest również planowanie. Znów przydatne mogą okazać się  arkusze Google. Bardzo polecam tworzyć posty, filmiki lub inne treści z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Wtedy na wypadek przymusowego zniknięcia wciąż możesz pozostać w kontakcie ze swoją społecznością. Facebook wspiera tę możliwość przyciskiem „zaplanuj post”. Mój mentor Karl Ess poświęca tylko jeden dzień w tygodniu na tworzenie wirtualnego contentu na cały tydzień.

Musisz liczyć się też z tym, że nie wszystko co stworzysz jest warte publikacji. Zwłaszcza jeśli zależy Ci na dobrym imieniu Twojej marki. Zanim klikniesz magiczny przycisk „opublikuj” spróbuj spojrzeć na swój content z punktu widzenia odbiorcy. Warto też poprosić przyjaciela/ mamę/ tatę lub partnera/ partnerkę o szczery feedback. Z drugiej strony w social mediach powinieneś pozwolić sobie na pewną dawkę spontaniczności. Według badań największy ruch generują narzędzia typu InstaStory, czy Facebook Live. Oczywiście Twoje relacje mogą być też zaplanowane i mieć np. formę webinaru.

Jeśli już chcemy tworzyć treści w mediach społecznościowych, warto wykorzystać w pełni ich potencjał. Szczególnie, gdy planujemy inwestować w wirtualne kampanie marketingowe. Samo to w jaki sposób uzupełniliśmy informacje o naszym profilu i czy starannie go prowadzimy wpłynie na koszty organizowanych przez nas kampanii. Dlatego na początku dużo lepszą inwestycją będzie kurs online, który nas tego nauczy. Osobiście polecam Personal Trainer Pro Lesława Blachy oraz Mistrz reklamy na Facebooku – Kampania od A do Z w 14 dni Bartosza Mańkowskiego.

Zainwestowane kilkaset złotych w naszą edukację pozwoli nam zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt tysięcy w perspektywie długoterminowej. Co więcej promowanie się w mediach społecznościowych jest świetną zabawą. Dzięki temu, że możesz analizować to w jaki sposób publikowane przez Ciebie treści wpływają na konwersję, wciąż masz potrzebę doskonalenia się – dokładnie jak na treningu.

Nie zaczynaj jednak tej zabawy, jeśli obce jest Ci pojęcie polityki prywatności, a podpięcie pikselowego Facebooka przyprawia Cię o zawroty głowy. To trochę jak wejście pod stupięćdziesięciokilową sztangę nie potrafiąc zapanować nad obciążeniem własnego ciała. Oczywiście będąc trenerem nie musisz robić tego samodzielnie i możesz zlecić to np. agencji reklamowej. Tak samo jak nasi podopieczni zlecają nam opiekę nad swoim ciałem i zdrowiem.

Józef Fazan,

Trener Personalny

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*